Jak uczyć się języka obcego za granicą?

 Kiedy  przebywałem w Polsce wierzyłem, że wyjazd za granicę przyśpiesza naukę języka obcego. Wydawało mi się, że sama styczność z językiem obcym rozwiązuje wiele problemów np. tych związanych z dostępem do żywego języka. Tymczasem przekonałem się, że nie jest to do końca prawdziwe. Przebywając za granicą widziałem Polaków, którzy spędziwszy 20 lat w danym kraju, wciąż mieli podstawowe problemy  z porozumiewaniem się w danym języku. Nie rozumiałem dlaczego tak się dzieje. Co sprawia, że pomimo faktu obcowania z obcym językiem, nie wchodzi on nam tak łatwo do głowy, jak przypuszczaliśmy.

 Zrozumiałem to dopiero wtedy, gdy porównałem dwie metody, jakie używaliśmy do nauki języków. Metodę tłumaczeniową, którą używa się niemal wszędzie i metodę związaną z nauką języka poprzez jego odczuwanie, której używaliśmy do nauki języka ojczystego.

 Co robiliśmy inaczej, że języka ojczystego nauczyliśmy się tak prosto i bez większego wysiłku?

 Wszystko!

 Po pierwsze przebywając za granicą, zamiast skupić się na odczuwaniu słów, skupiamy się na ich rozumieniu. W związku z tym nie jest możliwe niemal nieświadome pogłębianie znajomości języka obcego. (O czym marzy chyba każdy, kto wyjeżdża za granicę.) Każde słowo, które chcemy zrozumieć musimy w związku z tym sprawdzić w słowniku, nauczyć się je na pamięć, by móc je użyć w jakikolwiek sposób.  Słowa, które opanowujemy do których nie przypisujemy żadnych uczuć, bardzo szybko zapominamy, gdy przestajemy je używać. Często uczymy się słowa, które tak rzadko się używa, że nie mamy szansy ich zastosować w praktyce. W efekcie jest to bardzo świadoma praca, bardzo wyczerpująca i wymagająca niesamowitej systematyczności, bez której szybko zapominamy słowa, które wcześniej opanowaliśmy. Często dochodzimy do takiego momentu, że większość czasu pochłania nam przypominanie sobie tego, co już opanowaliśmy. Nie mamy już czasu, by nauczyć się więcej. Biegłość w znajomości języka obcego o której marzymy jest nieosiągalna przy metodzie tłumaczeniowej.

 Co się jednak stanie, gdy zmienimy sposób interakcji z językiem obcym i zamiast go tłumaczyć postaramy się go odczuwać?

 Po pierwsze musisz wiedzieć, że ten sposób w większości wymaga przystosowania Twojego umysłu do odczuwania języka, zamiast jego tłumaczenia (rozumienia). Zanim zaczniesz to robić zupełnie nieświadomie i mimowolnie, potrzebujesz pewnego świadomego treningu.

 Na początek musisz nauczyć się odczuwać proste słowa. Następnie uczucia z tych słów przenosić na sąsiednie. W ten sposób postępując zaczynasz budować Sieć Uczuć, która jest naturalna, gdy uczysz się języka ojczystego i czego nikt nie robi, gdy uczy się języka obcego metodą tłumaczeniową.

Pobierz darmowy fragment kursu języka angielskiego metodą 5s (pdf+lektorzy) korzystając z pól poniższego formularza:


Imię: *
Email: *

Więcej o Piotr Mart

Od blisko ośmiu lat zajmuje się wszystkim tym co dotyczy zrozumienia umysłu. Autor bestsellerowego poradnika „Mężczyzna od A do Z”. Stworzył teorię pod nazwą Rewolucyjny Związek, która dotyczy podziału różnych typów osobowości na podstawie aktywności półkul mózgowych, która dzisiaj daje szanse na pełne dopasowanie w związku i zrozumienie swoich możliwości i ograniczeń przy wyborze właściwego zajęcia, zawodu.

Jeden Komentarz na

  1. Krzysztof 30 października 2012 at 18:30 #

    Witam. Rozumię i pochwalam proponowaną przez Pana metodę nauki chociaż moim zdaniem nie wszystko jest tak jak pan proponuje. Co prawda już dość dawno temu, w podobny sposób uczyłem się języka niemieckiego. Każde nowe słowo konkretnie przypisywałem do jego znaczenia, nie w taki sposób że je tłumaczyłem jako samo słowo ale łączyłem z konkretnymi znaczeniami i sytuacjami np. do słowa głowa (które chciałem zapamiętać) przypisywałem inne, takie jak – myślenie, ból głowy, odwracanie głowy itd. Dzięki temu poznawałem też inne słowa, nie mniej jednak by je przypisać musiałem wiedzieć co znaczą (do nich też przypisywałem następne słowa), chociażby po to by przypisane do GŁOWY stanowiły jakieś rozumne zdanie, określały jego znaczenie. Bez tłumaczenia i zrozumienia tych słów, które dopisywałem miałoby się to nijak do tego co chciałem poznać, osiągnąć, a w gruncie rzeczy zapamiętać. Nie chodziło o uczenie się całych zdań ale wykorzystywanie konkretnych słów do ich budowy. Moja trudność polegała jeszcze na tym, że pracowałem jako mechanik samochodowy, a tych słów, określeń i nazw nie mogłem nauczyć się z powszechnie używanego języka. Ale dzięki temu,że miałem ciągły kontakt z ludźmi rozmawiającymi w tym języku i po Polsku, utrwalałem znaczenie słów ich wymowę, budowę zdań- zupełnie odmienną od naszej, przede wszystkim w tzw. języku potocznym. Nie wyobrażam sobie zapamiętywania i odczuwania słów, których nie rozumię albo nie znam znaczenia. Ponadto jest mnóstwo słów i terminów, nazwijmy je haseł, ze słownictwa ogólnego, które jest bardzo trudno albo nie możliwe- mogę się mulić, przypisywać do zmysłów czy też odczuć, chociażby: około, gdyby, właśnie, akurat, ogólne, także, zazwyczaj itd. Tak więc zapamiętywanie samych słów jest też bardzo ważne, a potem łączenie je z innymi by można je odczuwać. I ważne jest, jak pisze jedna z zainteresowanych tą metodą czytelniczka, by myśleć w danym języku, a nawet śnić- no to może nie wykonalne. Ja sam ucząc się ciągle tłumaczyłem w myślach większość moich zachowań ,czynności i sytuacji. Mówiłem do siebie po niemiecku co właśnie w danej chwili robię np.: teraz właśnie kroję wędlinę i robię kanapki, i inne – odkręcam śrubę rozmiar taki a taki – kręcę w lewą stronę, idę do sklepu i kupię chleb, margarynę, krewetki itd. tłumacząc każde słowo: teraz, właśnie, kroję, wędlinę itd. i powtarzałem aż zapamiętałem i robiłem to nadal nawet gdy już te wszystkie słowa znałem. Tłumaczyłem słowo w słowo, jeśli nie znałem, szukałem w słowniku by zdania trzymały się kupy. Później korygowałem to z innymi ludźmi by zdania miały sens i by wymawiać je jak należy. Fonetyka i wymowa jest b.ważna jeśli nie najważniejsza, na pewno nie taka jak ta gdy korzystamy z translatorów Google i innych, tym bardziej, że inaczej brzmi wymowa pojedynczego słowa, a inaczej tegoż słowa w zdaniu.
    Dorosły człowiek to nie dziecko, że stoi nad nami mama i powtarza sto razy, że to jest piłka i przynieś ją synku czy córeczko, chodź mamusia da ci ciasteczko i tak dalej. I tutaj jest ta magia zapamiętywania – mamusia, piłeczka, ciasteczko, przynieś, chodź itd. Ale ta mamusia powtórzyła nam to jak trzeba było tysiąc razy. A gąbka zapamiętywania w naszym dziecinnym umyśle chłonęła wszystko bezgranicznie i w porównaniu do dzisiejszego naszego (mojego) wieku z nie porównywalną szybkością np. spacer-sprint .
    A dobre pamiętanie – nie tylko obcego języka,to jeszcze inna rzecz, będziemy pamiętać i dobrze mówić tylko wtedy gdy w miarę często używamy tegoż języka, będziemy pamiętać większość słów i zwrotów, inaczej nie używane słowa i języki zapominamy, nie całkowicie bo gdzieś w naszej świadomości jest to zapisane, jednak często w wielu sytuacjach później będziemy musieli szukać w pamięci słów – kurcze wiedziałem jak to jest! ale zginęło i dopiero albo po chwili albo jak zajrzymy do słownika, powiemy – no wiedziałem!
    Dziś mam podobny dylemat, zmieniłem kraj pobytu- i muszę uczyć się nowego języka – Norweskiego. Na domiar złego jest / jak to określiła pewna moja znajoma / tak prymitywny język, że nie sposób się go nauczyć. Ona uczyła się od własnego dziecka, które zaczęło chodzić tutaj do przedszkola, a jednak nadal ma problemy. Ja nie mam dzieci w takim wieku więc jestem pozbawiony takiego nauczyciela. I zapoznawczy się pobieżnie z tym językiem widzę, że będą problemy.
    Piszę do Pana szczególnie po to by uzyskać jakąś pomoc, może poradę. Może ma Pan jakiś pomysł na naukę w mojej sytuacji, mam na myśli także mój wiek – mam 50 lat. Na dodatek otoczony jestem Polakami i rozmawiamy przede wszystkim po Polsku. Nie wychylam się z nie wielką ilością poznanych słów (w śród Norwegów) bo to nie ma sensu, a na dodatek ten język jest śmiesznie ‚śpiewny’, mają dziwną fonetykę.
    Nie chodzi o pieniądze, nie chodzi o to że muszę zapłacić za polecane sposoby nauki czy też lekcje. Nie mam też na myśli, że ja już to wszystko przerabiałem i wszystko wiem. Po prostu nie mam pojęcia jak mam się za to wziąć. Może robię się już za stary na nauki albo, i to chyba najpewniej to – po prostu nijak mi się nie chce, chyba robię się leniwy i na dodatek nie mogę znaleźć zachęcającej motywacji. Zapewne teraz Pan powie, a przynajmniej pomyśli – po kiego ..’coś tam’.. , zawracasz mi głowę człowieku.
    Proszę potraktować te moje wypociny jako „taki sobie” zwykły list gościa co nie ma co robić. Życzę powodzenia i pozdrawiam. Krzysztof.
    P.S. Nie koniecznie musi Pan odpowiadać, no chyba że będzie miał Pan nadmiar wolnego czasu lub ochotę jakoś mi pomóc. Jak wspomniałem nie chodzi o pieniądze.

    • Neo 23 lutego 2013 at 20:02 #

      Krzysztof 30 października 2012 at 18:30

      Witam Panie Krzysztofie. Nie wiem czy to jeszcze aktualne bo pisal Pan ten tekst 30 pazdziernika.
      Widze, ze Pan Piotr nie odpowiedzial Panu na pytanie. Ma Pan 50 lat, ja mialem 58 lat kiedy przyjechalem do Anglii i praktycznie nie znalem jezyka. Pamietam swoj pierwszy dzien kiedy przyszedlem do pracy i wlasnie byl „handover” czyli cos jak nasza odprawa. Nic nie rozumialem z tego co mowia choc znalem wiele zwrotow i slow po angielski. Okazalo sie, ze normalny angielski jakim posluguja sie anglicy nie ma nic wspolnego z jezykiem na kursach czy jezykiem z ksiazek do nauki. Bylem zalamany, gdyz znajomosc jezyka gwarantowala prace. Dano mi 5 miesiecy na poprawe mojego angielskiego. To byl warunek. zapisalem sie na kurs. Kurs odbywal sie dwa razy w tygodniu po dwie godziny. Po dwoch tygodniach zrezygnowalem. Stwierdzilem, ze szkoda czasu, ze nic sie w ten sposob nie naucze. Dwu godzinna lekcja pomiedzy 30-stoma nic nie umiejacymi uczniami prowadzi do nikad. Mieszkalem wowczas z polakami, gdyz tak nas zakwaterowal pracodawca. Co zrobilem. Poszukalem mieszkania z cudzoziemcami, ktorzy znali biegle j. angielski. Mieszkalem z filipinczykami i z murzynami, ktorzy angielski mieli w jednym palcu. oprocz akcentu, ale to nie wazne. Oni mowili biegle i rozumieli sie nawzajem bez pytania i powtarzania. To byl pierwszy krok. Po drugie, postanowilem w Anglii nie uzywac polskiego wogole. Nie czytac polskiej prasy, nie ogladac polskich filmow, jak najmniej rozmawiac z polakami, tylko o ile to konieczne. Pierwsze tygodnie to byla „Road to hell” Pytalem o wszystko, kazalem powtarzac wszystko czego nie rozumialem. Moi wspollokatorzy byli niezwykle wyrozumiali i poprawiali mnie jak dziecko. Rezultaty przyszly same po miesiacu. zaczynalem rozumiec anglikow a jak nie rozumialem czegos to pytalem, pytalem i pytalem. Jak dziecko. Nie ma innej metody. Do tego doszly filmy w TV z napisami, ksiazki, najpierw te najprostzse, dla dzieci z biblioteki. Takie dla dzieci w wieku trzech, czterech lat. Bajeczki dla dzieci z bibloteki. DVD dla dzieci gdyz to jest jezyk podstawowy i najprostszy. Dziecinnie proste prawda? Potem ksiazki dla dzieci ze szkoly itd. Teraz po 8-smiu latach czesto bywa tak, ze anglik pyta sie mnie” skad ty jestes?” ja mowie z Polski a on Co? Ja myslalem, ze i tu wymienia jaks czesc Anglii bo slyszy., ze akcent troche inny.

      Mozna Panie Krzysztofie. Mam 66 lat i zapisalem sie na „Open University” aby studiowac,

      Pozdrowienia,

      Jacek

  2. Filip 8 listopada 2012 at 19:32 #

    Podziwiam za maila i chętnie sam przeczytam co poradzi Pan Piotr.

    Jeśli mogę wtrącić swoje 3 grosze. 50 lat to nie jest powód do tego, żeby „dziadzieć” (mam na myśli rozleniwianie się). Proszę sobie wyobrazić co Pan może zyskać umiejąc norweski ? Wyższe stanowisko w pracy/ komfort przy porozumiewaniu się/ mniejsze poczucie wyobcowania w obcym kraju? A może po prostu Pan zaimponuje znajomym, którym nie chcę się uczyć norweskiego? Na pewno jest jakiś powód, który zmotywowałby Pana.

    Żeby sobie ułatwić zadanie najlepiej nie odkładać nauki na własną rękę na czas po pracy. Z prostego powodu – wraca Pan zmęczony, myśli o tym, żeby coś zjeść i odpocząć, a mózg nie ma ochoty na naukę. Najlepiej rano przed pracą, codziennie jedną godzinkę. Proszę mi wierzyć – 1h dziennie 6 dni w tygodniu zdziała cuda.

    Ma Pan 50 lat, ja 21, ale podobno życie zaczyna się po 50.

    Pozdrawiam, Filip.

  3. Sabina 17 stycznia 2013 at 17:41 #

    też bym chętnie spróbowała tej metody, bo języki obce jakoś niechętnie zostają w mojej głowie…ale prawie 200zł… zwyczajnie mnie nie stać. Morał jak zwykle – (zakładając, ze metoda jest naprawdę skuteczna) bogaci mają lepiej. pozdrawiam

    • Piotr Mart 18 stycznia 2013 at 10:38 #

      Witaj Sabino,

      Możesz skorzystać z darmowego kursu mailowego albo wziąć udział w szkoleniu stacjonarnym po kosztach (33 zł).

  4. Dorota 20 stycznia 2013 at 18:13 #

    Witam Panie Piotrze.
    Zainteresowala mnie Pańska metoda. Wlaśnie jestem w Anglii. Pracuję, ale znajomość języka, jedynie w stopniu podstawowym, komunikatywnym, czyni tę pracę meczacą i stresujacą. Nawet chętnie zdecydowałabym się na Pański płatny kurs, ale trudno mi ocenić jego przydatńość dla mnie. Ja potrzebuję raczej rozwijania słownictwa, utrwalania form gramatycznych, niż uczenia się od podstaw. Nie wiem też do końca, czy płatny kurs, to nauka konkretnego języka, czy informacje, jak się tego uczyć, tylko bardziej rozwinięte, niż w kursie darmowym.
    Pozdrawiam serdecznie, Dorota Dolińska

    • Piotr Mart 24 stycznia 2013 at 12:22 #

      Doroto język to uczucia, a nie słowa. Ucząc się odczuwać poznasz też słowa. Ucząc się samych słów wszystko z czasem zapomnisz.

  5. Aleksandra 22 stycznia 2013 at 13:08 #

    Witam serdecznie.
    co nalezy zrobic wiec,by moc z kursu mailoweg skorzystac?Prosze odpowiedz na e-mail,poniewaz wlasnie dzis od 2 godzin szukam wszystkich informacji,zwiazanych z Pana interesujaca metoda i przyznam,ze wciaga…choc przyznajmy,ze opinie sa rozne(jak to zwykle bywa)Prosze zatem, jesli to mozliwe ,o kontakt.
    Pozdrawiam,Aleksandra

    • Aleksandra 22 stycznia 2013 at 13:29 #

      Wlasnie sie zapisalam:)Pierwsze,jakze cenne rady i uwagi pochlonelam jednym tchem.Kto wie,Panie Piotrze…moze i sceptykow,takich jak ja przekona Pan do swioch metod.
      Z niecierpliwoscia czekam na wiecej,

      Aleksandra

  6. ArturZ 30 stycznia 2013 at 12:34 #

    Kilka uwag natury ogólnej. Z doświadczenia wiem, że jest bardzo istotne, by używac języka, którego się uczymy tak w mowie, jak i w piśmie, np. na Skype (w moim wypadku sam chat z zagranicznymi przyjaciółmi przyśpieszał proces nauki angielskiego 2-3 razy). Radzę nie iśc na łatwiznę, robic to ze słownikiem i wzbogacac słownictwo. Poza tym musimy wyobrażac sobie znaczenie słów. To pozwala uniknąc zapominania. No i powtarzac, powtarzac…
    Bez wyobraźni i starania się myślenia schematem przyjętym w naszym języku nic z tego nie wyjdzie. Pół biedy z językami indoeuropejskimi (angielski, niemiecki, francuski), gdzie budowa zdania jest podobna do polskiej. Ale spróbujcie z węgierskim, gdzie konstrukcje myślowe są zupełnie inne, np. otthon = dom, otthonunk = nasz dom, otthonunkban = w naszym domu. Kto się uczył np. fińskiego, japońskiego lub tureckiego, ten miał podobne problemy. Chodzi więc o swoiste „przestawienie” sposobu myślenia, tak by wyjśc ze schematów typowych dla języka polskiego. Nie jest to łatwe, ale możliwe. Trochę jak z wyczuciem sprzęgła w aucie (;-)): jednemu przychodzi to szybciej, drugiemu wolniej, bo nasze umysły pracują różnie, mają różne zdolności, nawyki itd.
    Ale nie traktujmy polszczyzny jako balastu, nasze nawyki językowe mogą się przydac przy nauce innych języków słowiańskich. Pod tym względem jesteśmy uprzywilejowani w porównaniu do np. mieszkańców Europy Zachodniej.
    Pozdrawiam.

  7. Barbara 2 lutego 2013 at 12:13 #

    Hallo Piotr,
    my juz dosc dlugo wspolpracujemy z czego jestem bardzo zadowolona..po przeczytaniu tutaj tych powyzszych wypowiedzi odwazylam sie napisac..otoz mam wspaniala wspolprace z Piotrem dostaje bardzo ladnie napisane i przekonywujace informacje dot.nauki jezyka obcego w formie odczuwania za co bardzo dziekuje…teraz chce napisac ze od 8 lat mieszkam na stale w Niemczech mam 60 lat i naturalnie i bezwzglednie jest mi potrzebny jezyk niemiecki..i teraz powiem tak podstawy juz znam /chociazby dlatego ze tu mieszkam/ pisze i czytam dobrze ale wciaz problemy z rozmowa akcent rowniez w miare posiadam..ale powiem ze problem moj polega na tym ze chce normalnie i w miare dobrze rozmawiac w tym obcym jezyku… checi mam dobre ale tzw.slomiany zapal i teraz prosze mi powiedziec na czym to polega? pisalismy z Piotrem wiele razy tlumaczyl mi bardzo prosto i ladnie co mozna by powiedziec ze rozumialam..a mimo wszystko nie idzie tak jakbym sobie zyczyla..czasu mam na tyle ze spokojnie i kazdego dnia moge te 2 godz. poswiecic..ale wciaz nie moge pojac o co tu u mnie chodzi? choc mam prawa polkole / czyli wzrokowca/ rozwinieta bardzo dobrze czyli sukcesy powinnam wedlug rozumowania co przekazuje Piotr osiagac lewa strona / czyli sluchowca ktory odpowiada za uczucia/
    Bardzo prosze Piotrze w miare jak mozna odpowiedz mi na zadane tu przeze mnie pytania jak rowniez chetnie chcialabym uslyszec wypowiedzi tez innych ktorzy sa chetni nauki jezyka obcego i ich zdanie na ten temat..
    pozdrawiam wszystkich uczacych sie jezykow obcych a ciebie Piotrze za prace i cierpliwosc ktora tu wykonujesz
    Barbara

  8. Wiktor 14 lutego 2013 at 19:30 #

    Witam serdecznie!

    Śledzę metodę od jakichś dwóch tygodni i postanowiłem spróbować po obejrzeniu wideo jakie otrzymałem w ramach darmowego kursu. To było wideo w którym pokazywał Pan jak korzystać z google do robienia map uczuć. Zrobiłem dwie swoje, czyli wymyśliłem jakieś słówko, przetłumaczyłem i potem dopisywałem kolejne kojarzące mi się słówka. Ze słówek zrobiłem fiszki gdzie na jednej stronie jest dane słowo w języku obcym, a na drugiej kolejne w obcym języku zgodnie z listą zrobioną w google. Starałem się odczuwać, dotykać w wyobraźni, smakować i przywoływać wspomnienia związane z tym słowem jednocześnie powtarzając je w głowie w języku obcym. Efekt? Jak spojrzę na te słówka to z pierwszej serii wszystkie umiem skojarzyć z danym uczuciem/skojarzeniem, ale kiedy próbuję sobie je przypomnieć – nici z tego. Pamiętam może 30%. Z drugiej serii nie pamiętam w zasadzie nic…

    Czy robię coś źle?

    Być może szkolenie we Wrocławiu coś mi wyjaśni… Muszę się nauczyć portugalskiego w 4 miesiące – czy to w ogóle jest możliwe?

    Pozdrawiam
    Wiktor

    • Piotr Mart 15 lutego 2013 at 15:26 #

      Witaj Wiktorze,

      Tak szkolenie w Wrocławiu wyjaśni jaki błąd tutaj popełniasz i czego nie powinieneś robić. Próba przypominania sobie jak jest coś po portugalsku to już myślenie w obcym języku. Jeśli tych słów za mocno nie odczuwasz jeszcze, to nie bedziesz w stanie sobie tego przypomnieć. To jeszcze nie wszystko. Gdy tak robisz to niszczysz cały efekt nauki poprzez odczuwanie ponieważ bardzo często w to miejsce przywołasz słowa z języka polskiego. Łatwiej mi bedzie to wytłumaczyć na szkoleniu w Wrocławiu, bo ten schemat mogę rozrysować.
      Czyli w praktyce powinieneś robić pierwszy etap, tak długo aż słowa same zaczną Ci przychodzić do głowy. Zrezygnuj z drugiego etapu tj. próby przypominania sobie słow. Ucz się je rozpoznawać i pogłębiać odczuwanie tych słów.

  9. Wiktor 18 lutego 2013 at 21:56 #

    Niestety nie potrafię ich rozpoznać bez przypominania sobie polskiego znaczenia. Nie wiem jak to robić, tak więc czekam z niecierpliwością na to szkolenie. Do tego czasu chyba zrezygnuje z nauki skoro to efektu nie przynosi, a po co utrwalać błędy ;)

    Mam jeszcze pytanie, które myślę zainteresuje więcej osób – czy na szkoleniu otrzymamy jakieś materiały? Względnie czy na własny użytek będzie można utrwalać szkolenie (zdjęcia slajdów, dyktafon)? Bo ja pamięć ma dobrą… tylko krótką ;)

  10. Dorota 24 lutego 2013 at 12:28 #

    Witam serdecznie!

    Panie Piotrze jestem zainteresowana tym co pan opisuje o nauce języków i sposobie odczuwania ich. Muszę powiedzieć że pierwszy raz spotkałam się z taką metodą i bardzo chciała bym z niej skorzystać. Nie stać mnie na to by wydać 200 zł a bardzo bym chciała podjąć naukę i dowiedzieć się czy to jest na prawdę tak wciągające i możliwe by się nauczyć. Proszę niech mi pan odpisze i doradzi, wierzę że jest jakieś rozwiązanie. Pozdrawiam i czekam na odpowiedź.

  11. ola 26 lutego 2013 at 22:22 #

    Witam.Ja od ponad 2 lat mieszkam we Francji.Właśnie zapisałam się na darmowy kurs,Niestety języka uczę się sama w domu ponieważ mam pół rocznego synka i nie mam możliwości uczęszczania na jakiekolwiek kursy,Przyznam szczerze że podoba mi się ta metoda i w zasadzie często zdarza mi się myśleć w tutejszym języku jak np idę na zakupy do hipermarketu.Przykład;Jak jestem przy stoisku z warzywami i podchodzę po coś co chce kupić to patrząc np na paprykę widzę ją ale nie myslę o niej jak o papryce po polsku tylko w znaczeniu francuskim.Bardzo mi pomagają napisy które są nad każdym artykułem w sklepie.przy pomocy tego jednego słowa nauczyłam sie kilku innych np czerwona ,zielona żółta duża mała itd,Myśle że taka metoda właśnie mi odpowiada bo mam bardzo dużą wyobraźnie a to pomaga w przypisywaniu dodatkowych określeń czy skojarzeń aby pomóc w odczuwaniu danego słowa które jakoś wygląda,smakuje czy pachnie,Bardzo dziekuje za możliwość wzięcia udziału w tym darmowym programie i z niecierpliwością czekam na dalsze wskazówki.pozdrawiam Pana serdecznie

  12. Irek 7 marca 2013 at 18:30 #

    Witam,
    Z chęcią bym się wybrał na szkolenie stacjonarne ale chyba spotkanie w Poznaniu już było, bo w harmonogramie nie ma zachodniej części kraju. Panie Piotrze czy przewiduje Pan może jeszcze w jakieś określonej przyszłości zorganizowanie takiego szkolenia w Poznaniu?

  13. Agnieszka 10 marca 2013 at 10:32 #

    Witam serdecznie!

    Niestety zbyt późno dowiedziałam się o szkoleniu stacjonarnym. Czy przewiduję Pan kolejne szkolenie we Wrocławiu? Pozdrawiam

    • Piotr Mart 10 marca 2013 at 14:02 #

      Tak, wybrałem już kolejny termin szkolenia we Wrocławiu. Zanim go podam, muszę uzyskać potwierdzenie rezerwacji sali.

  14. Aldona 20 marca 2013 at 16:48 #

    Panie Piotrze!
    Czy bedzie jeszcze szkolenie w Lodzi. Jesli tak to kiedy i w jakiej cenie. A. Moze bedzie Pan w Plocku?
    Bardo zalezy mi na tym bo w przyszlym roku wyjezdzam do szkocji z dziecmi.
    Pozdrawiam
    Aldona

    • Piotr Mart 21 marca 2013 at 11:27 #

      Na razie nie planuję szkoleń w Łodzi.

  15. Ania 16 kwietnia 2013 at 18:43 #

    Jestem zainteresowana Pana kursem, ale wcześniej wybrałabym się chętnie na szkolenie stacjonarne. Czy planuje Pan przeprowadzać szkolenie w Gdańsku? pozdrawiam

    • Piotr Mart 17 kwietnia 2013 at 18:56 #

      Najprawdopodobniej w czerwcu będzie jeszcze jedno, ale nie mogę nić na 100% obiecać.

  16. Agnieszka 18 kwietnia 2013 at 18:15 #

    Czy planuje Pan jeszcze szkolenia we Wrocławiu?

    • Piotr Mart 18 kwietnia 2013 at 18:43 #

      We Wrocławiu powinno być w maju i w czerwcu.

  17. Daniel 24 kwietnia 2013 at 13:09 #

    Dzień Dobry Panie Piotrze,

    Wyczytałem w komentarzach, że jest możliwość skorzystania z darmowego kursu mailowego.

    Proszę o więcej informacji na ten temat, ponieważ sceptycznie podchodzę do oferowanej przez Pana metody z uwagi na przekonanie iż sama znajomość słówek nie wystarczy – poza tym nie bardzo potrafię wyobrazić sobie sporządzania jakichś map uczuć do innych słów niż rzeczowniki, a przede wszystkim do gramatyki.

    Pozdrawiam
    Daniel

Dodaj komentarz